Wydobywanie wraków, bądź jakichkolwiek dużych konstrukcji z dna Bałtyku, to proces.
Nie jednorazowa operacja. Nie akcja. To cały proces różnych czynności, etapów, przygotowań, które prowadzą finalnie do wydobycia obiektu z dna.
Przykładem takiego procesu jest wydobycie dźwigu z dna Bałtyku, realizowanego przez członków naszego konsorcjum, pod przewodnictwem firmy Albatros i głównego inżyniera - Przemysława.
Jesienią 2022 roku, na wysokości Karwia/Dębki (Polska), zatonął dźwig portowy, transportowany na stalowym pontonie przy użyciu holownika. Jego charakterystyczna dla krajobrazu Gdańska sylwetka, porównywana przez wielu do konia, zwana też żurawiem portowym, spadła na dno Bałtyku w miejscu gdzie przebiega trasa statków (tor wodny).
Uderzenie o dno na głębokości 23 metrów spowodowało liczne uszkodzenia w konstrukcji. Sam dźwig, ze względu na swoje rozmiary, stanowił potencjalną przeszkodę dla żeglugi statków o dużym zanurzeniu. Zagrożenie trzeba było usunąć.
Zadanie to zostało powierzone firmie Albatros, która od lat jest związana z branżą morską i ma doświadczenie w wydobywaniu z dna dużych obiektów. W skład zespołu wchodzili również profesjonalni nurkowie - aktualnie Anchor Diving oraz obserwator z Fundacji Historia Vita dokumentujący cały proces wydobycia.
Cała akcja zaczęła się po rozmowie z właścicielem i ustaleniem warunków współpracy od gruntownego rozpoznania. W terenie i w dokumentach. W pierwszej kolejności - wizja lokalna. Przeprowadzona przez doświadczonego nurka, operatora kamery – rejestrującej położenie i wszystkie detale związane z aktualnym stanem dźwigu oraz głównego inżyniera, sprawdzającego pod wodą możliwości mocowań, grubości stali, stabilności zachowanych łączeń w osobie Przemysława Ulatowskiego – właściciela firmy Albatros z Gdańska.
Zaraz po niej w ruch poszła dokumentacja techniczna, obliczenia wag, wymiarów, środków ciężkości i typowo inżynierska praca przygotowawcza. W efekcie powstał dokładny plan, podzielony na etapy i uwzględniający kilka zmiennych, opisujący krok po kroku każde kolejne działanie w szczegółach. Po konsultacji z Urzędem Morskim w Gdyni i ustaleniu z zastępcą Dyrektora zakresu niezbędnych prac, można ruszać dalej.
Etap 2 – przygotowanie
Jest wiosna 2023. Koniec kwietnia. Piękna pogoda (nareszcie) i możliwość przeprowadzenia kolejnych prac. Tym razem na statek Thorr, ładowana jest cała masa specjalistycznego sprzętu nurkowego. Statek z Gdańska wypływa wieczorem dzień wcześniej, żeby opłynąć Hel i zacumować w Łebie, gdzie rankiem na pokład wkracza reszta ludzi. Stamtąd to ledwie 2 godziny i już kilku doświadczonych nurków szykuje się do zejścia pod wodę. Sprzęt do cięcia pod wodą. Łączność z powierzchnią: słychać nurka czysto i wyraźnie, a obraz z kamery w hełmie pokazuje co on sam ma przed oczami. Ze wsparciem i nadzorem pod wodę schodzi dron - Chasing M2 Pro max, za którego sterami siedzi na pokładzie łodzi główny inżynier. Część pokładu i pomieszczeń zawalona sprzętem potrzebnym do bieżącej komunikacji. Tak jest łatwiej i pewniej. Nurek nie musi zastanawiać się, czy miejsce, które znalazł na pewno jest tym zaznaczonym wcześniej na schemacie, gdzie powinien rozpocząć cięcie. W hełmie słyszy głos kierownika prac podwodnych, który przekazuje instrukcje głównego inżyniera. Obydwaj, ściśle współpracując, mają pełny obraz zdarzeń na monitorach.
A czas tutaj jest niezwykle ważny. Na tej głębokości nurek, oddychając powietrzem, może przebywać maksymalnie 40 minut. Odrobinę dłużej, jeśli w drodze powrotnej zatrzyma się kilka metrów pod powierzchnią na dekompresję. Dlatego do wydłużenia pracy potrzebna jest mieszanka (Nitrox) - czyli powietrze o zwiększonej zawartości tlenu.
Praca idzie sprawnie. Całość, zgodnie z planem, pocięta w odpowiednich miejscach, sprawdzona, przygotowana. Niektóre stropy podwieszone. Część mocowań założona. Bez większych trudności wszyscy wracają na brzeg. Idealnie gładka woda. Zero wiatru. Słońce… Żeby taka pogoda dopisała na główną akcję!
Etap 3 – wydobycie (główna akcja)
Dwa dni przed samą akcją, rusza kolejny raz wyprawa nurkowa. Tym razem trzeba zamocować do elementów żurawia boje. Pogoda już nie jest tak wspaniała, ale zrobić trzeba, więc wyjścia nie ma.
Dwa dni później - jest okno pogodowe. Wyczekane, co godzinę sprawdzane i na 24h przed akcją, można potwierdzać – robimy. Lepszych warunków nie będziemy mieć przez dłuższy czas.
Z portu w Gdyni Rusza dźwig – Maja. Zanim rozgrzeje silniki, na pokładzie ląduje większość sprzętu do nurkowania, asysty, butle, kable, monitory, drony,… „graty” – których jest cała sterta… duża sterta. Maja będzie płynąć na miejsce jakieś 10-12 godzin. Nasza łódź już czeka we Władysławowie. Montujemy się wieczorem, wypływamy koło 1 w nocy, żeby spotkać się z dźwigiem o świcie na miejscu. Drugi zespół płynie godzinę później – mają szybszą łódkę
Świt 23 maja 2023 roku. Obserwujemy z łodzi jak Maja podchodzi do bojek i ustawia się na pozycji, a to nie jest takie proste, bo ten dźwig zwyczajnie nie jest przystosowany do takich prac. Jest jednym z największych, pływających dźwigów (tak, tak, podobno poprawnie jest powiedzieć - żurawiem) w Polsce, ale nie oszukujmy się - żuraw pływający zakupiony w 1980 roku, do współczesnej techniki i technologii offshorowej, ma trochę daleko.
Dobijamy do burty, przerzucamy resztę sprzętu i zaczynamy od razu działać. Cały sprzęt rozkładamy na pokładzie w miejscu, gdzie nurkowie będą schodzić do wody. Główny inżynier łapie łączność z dźwigowym i kapitanem. Krótka narada, nurkowie już w skafandrach, monitory i elektronika porozstawiane, ekrany zamontowane – można działać.
40 minut każdy – tyle nurek może bezpiecznie przebywać na tej głębokości. A pod wodą jeszcze czeka każdego ciężka praca fizyczna. Jednym trafi się lżejsza, innym cięższa, jeszcze innym przyjdzie wypalić pod wodą dodatkowy otwór, żeby woda miała którędy spłynąć. Prace nurkowe koordynuje Łukasz Zorn – Anchor Diving (aktualny członek konsorcjum). W zespole nurków jest jeszcze Piotr, Jurek, Mariusz, Kazik i Rafał. Drugiego Piotra przy tym etapie nie ma. Swoje zrobił wcześniej (nagrania z etapu I). Ekipa zgrana, doświadczona, gotowa do działania i pełna optymizmu.
Zejście do wody jest widowiskowe. Samo przekształcanie człowieka w podwodnego ufoludka, z wszystkimi kablami, hełmem, łącznością, zapasową butlą, obciążnikami… robi wrażenie. Dodatkowe jakieś 35 - 40 kg sprzętu, z którym trzeba przejść te kilka metrów, w płetwach, z hełmem na głowie – to nie przelewki.
Sama nie wiem, czy taki skok z kilku metrów do wody dla nurka to ulga i wybawienie, czy raczej stres, że coś pójdzie nie tak… Chcielibyście wiedzieć? Może zapytamy ich bezpośrednio? Dajcie znać w
komentarzach na FB
, czy przydybać ich w terenie i wypytać
W tej części zaczyna się najtrudniejszy etap całej akcji. Przez wiele godzin nurkowie kolejno schodzą do wody, podczepiają zawiesia, główny inżynier koordynuje przez radio z dźwigowym gdzie mają zostać spuszczone haki, w którą stronę przesunąć, ile metrów. Później sprawdzanie, czy wszystko dobrze trzyma. Nurek na powierzchnię. Dopiero wtedy wyciągamy. Powoli, ostrożnie. Każdy element wisi na granicy wody dłuższy czas. To newralgiczny moment. Tutaj ilość wody zgromadzonej w elementach ma znaczenie. Waga na haku leci w górę błyskawicznie, dlatego trzeba czekać. Wcześniej wypalone otwory robią swoje. Woda spływa. Wydaje się, że hektolitrami, a i tak całość trwa. Gdy waga na haku pokazuje wartość zbliżoną, do obliczonej dla danego elementu, można wyciągać. Dalej też – zgodnie z planem układania. Tutaj każda część jest zwymiarowana i obliczona na etapie przygotowawczym, a w kolejnym sprawdzona, czy realia odpowiadają wyliczeniom. Każdy element ma swoje miejsce.
Najważniejsze w całej akcji, jest wydobyć główną część dźwigu nabrzeżowego – portal, wraz z balastem wewnątrz i mechanizmem jezdnym. Został wyciągnięty jako pierwszy. To on stanowił największe, potencjalne zagrożenie dla przepływających statków o dużym zanurzeniu. I faktycznie, gdy go wyciągamy wygląda jak wielkie, gwiezdne wrota. Przy nim człowiek wydaje się taki maleńki. Zwłaszcza, gdy ekipa Albatrosowa od razu zabiera się do przygotowania. Trzeba powypalać dodatkowe otwory, żeby reszta wody spłynęła. Zamocować do pokładu całość tej gigantycznej konstrukcji. Poucinać wystające elementy. Zneutralizować na bieżąco wszelkie substancje ropopochodne pochodzące od smaru w łożyskach. Tutaj Tomek, Michał, Mirek i Daniel są w swoim żywiole. Robili podobne rzeczy już tyle razy, że nikt nikomu nie musi mówić co dalej. Praca idzie niezwykle sprawnie, na wielu frontach naraz. Każdy wcześniej widział plany sztauowania (mocowania do transportu na jednostkach pływających), dostał swój przydział i teraz z wprawą robi swoje. Oglądanie chłopaków przy pracy też jest swego rodzaju spektaklem. W wielu miejscach trzeba wspiąć się po tej konstrukcji na wyższe poziomy, wypalać dziury pod różnym kątem, pilnować węży, siebie, otoczenia i robić swoje, a oni robią to jakby się z tym urodzili. Wszystko to szybko, sprawnie i bez wahania. To jak oglądanie wnętrza szwajcarskiego zegarka, który działa płynnie w idealnym zgraniu, mimo posiadania bardzo wielu niezależnych elementów.
Gdy Maja poprawia się na pozycji i zarzuca ponownie kotwice - mamy przerwę. 5-cio godzinną przerwę... Nieplanowaną. Tylko dlatego, że zmienił się kierunek wiatru, a Maja utrzymuje się na pozycji trzymając się na dwóch zarzucanych mozolnie kotwicach.
Bartek – sternik łódki, którą płynęliśmy w nocy, w międzyczasie rozpalił grilla i już szykuje dla nas jedzenie. A to znika w tempie błyskawicznym, bo wszyscy głodni jak wilki. Nawet operator dronów latających - Mateusz, który od poprzedniego wieczora dokumentuje całą akcję z powietrza, nie pozostał obojętny na smakowite zapachy. Trzeba też mieć na uwadze, że to jeszcze nie koniec. Gdy tylko dostaniemy zielone światło oznaczające zamocowanie Mai we właściwym miejscu ruszamy dalej.
Zapada zmierzch, gdy wznawiamy prace. To była mocno frustrująca i długa przerwa... Straciliśmy też światło. Ustawianie Mai nie było tak proste, jak pierwotnie zakładano. Mamy światła pokładowe, nurkowie mają własne – damy radę. Niestety, straciliśmy przy wyciąganiu drona podwodnego, więc pod powierzchnią zostało tylko oświetlenie z hełmu
Była późna noc gdy kończyliśmy prace. Zostało kilka elementów pod wodą, jednak leżały płasko na dnie i nie stanowiły zagrożenia dla żeglugi. Podjęcie maszynowni i wciągarki skutkuje usunięciem wszelkiego ryzyka rozlewu substancji ropopochodnych w postaci olejów przekładniowych i smarujących, więc środowisko też zabezpieczone. Na lądzie, po wyładunku, sprawdziliśmy – wszystkie układy były jeszcze szczelne, a płyny znajdowały się nadal w urządzeniach.
Udało się!!!
W opowieści tego nie widać, jednak patrzeć na zapał i energię ludzi, którzy mimo zmęczenia, doby na nogach i generalnie ciężkiej pracy, nadal chcą działać, dokończyć robotę, ubierają się w skafandry i skaczą do wody… inni niezależnie od wszystkiego, bez ponaglania czy choćby dodatkowego słowa noszą ciężkie szekle, łańcuchy i mocują kolejne elementy ładunku, nie czekając aż ktoś im powie co robić – bo tak trzeba… to niesamowite.
(Dla porządku – wszyscy, poza sternikiem, po zejściu z dźwigu na łódkę, w trakcie rejsu na ląd, dosłownie padli)
Fakt, że Albatros, z Przemkiem na czele, zgromadził wokół siebie takich ludzi, sprawia, że z nimi chce się przenosić góry, podejmować wyzwania i wypływać na najtrudniejsze roboty. To lata wspólnych prac, wyjazdów, działania. Dla niektórych dłuższe, dla innych krótsze. Jedni są praktycznie cały czas, inni dołączają przy konkretnych zadaniach. Jednak na wszystkich można polegać, co jest dla mnie osobiście – niesamowite.
Właśnie dlatego, w tym składzie, zawiązaliśmy Konsorcjum i dążymy do zrealizowania planu oczyszczania dna Bałtyku z wraków i amunicji.
Z tymi ludźmi się da! Oni wiedzą co robią i robią to dobrze.
Mam nadzieję, że jeszcze nie jedna akcja czeka nas w podobnym składzie, a Albatros i Anchor Diving wpisze się na stałe w trend oczyszczania Bałtyku z wraków i innych niebezpieczeństw, nie tylko na trasie toru wodnego.
Agnieszka Ulatowska
CEO projektu Ratuj Bałyk, koordynator
Fundacja Historia Vita
P.S. Wszystkich spragnionych widoków z akcji zapraszam do naszej
Galerii, gdzie zamieszczona jest garść materiałów przyjemnych dla oka z tej akcji :)
P.S.2. Jeśli uważasz, że nasze działania idą w dobrą stronę i chcesz nas wesprzeć, zerknij do zakładki
Jak pomóc.
Każdy wyraz wsparcia jest dla nas motywacją do dalszej pracy.