W piątek 20 lutego 2026 duży statek towarowy przewożący setki kontenerów w trakcie manewrów na kotwicowisku, zahaczył kotwicą o zalegający na dnie łańcuch cumowniczy. Czort wie, do kogo należał, dlaczego nikt się nie przyznał, że zgubił łańcuch, ani co się dalej stało z „właścicielem łańcucha”. Statku nie ma, łańcuch przecież nie podpisany, więc teraz szukaj wiatru w polu - łańcuch został. Jak zresztą wiele innych obiektów zalegających dno Bałtyku, choć akurat na kotwicowisku powinno być czysto.
Łańcuch był tak ciężki, że nie udało się ruszyć go z miejsca nawet po próbach zrzucenia przez zaczepiony statek. Podciąganie kotwicy, zrzucanie, manewry i inne statkowe akrobacje stosowane przez kapitana tym razem nie pomogły. No – jak siedział, zaczepiony kotwicą o ten łańcuch, tak siedzi dalej i nie chce zejść.
Co robić?
To łap za telefon i łańcuszek obdzwaniania ludzi i firm, kto może pomóc.
Po serii telefonów i zgłoszeń, działania przejął konsorcjant SaveBaltic – firma Albatros pod technicznym kierownictwem inżyniera okrętownictwa Przemysława Ulatowskiego, doświadczonego koordynatora operacji specjalnych na morzu.
Albatros dostał zlecenie i w ciągu 2h osiągnął zdolność operacyjną, zebrał ludzi, sprzęt i rozpoczął akcję.
Mimo tak szybkiej odpowiedzi, sytuacja i tak była kiepska.
Warunki trudne – noc, duże fale, silny wiatr i -5 stopni. Kto kiedykolwiek był choćby na plaży w taką pogodę, ten wie, co to za jatka. A jak już ktoś miał okazję być na morzu w taką pogodę (nie zazdroszczę), ochlapywany raz za razem przez morskie fale, które przemoczone ubranie zamieniały chwilę później w skorupę lodu, tym bardziej zrozumie.
Wypłynęli.
Do prac wciągnięto nurków i specjalistów znanych z trudnych morskich akcji. Ich zadanie było jasne, ciężkie i niebezpieczne.
W skrócie co działo się po kolei:
- Zespół reagowania podpłynął do uwięzionego kontenerowca i zacumował do niego.
- Nawiązano kontakt radiowy, statek podciągnął uwięzioną kotwicę możliwie najbliżej do powierzchni jak było to możliwe.
- Nurek zszedł pod wodę, przez kilka godzin pracował nad przecięciem łańcucha.
- Ze względów bezpieczeństwa działania przerwano w nocy, gdy osiągnięto przecięcie ogniwa w rejonach 90-kilku procent. Zagrożenie dla nurka było zbyt duże, żeby docinał do końca.
- Pozostawiono fragment niedociętego ogniwa tak, aby – przy naturalnych ruchach statku i większych falach – ostatni element pękł sam, bez bezpośredniej ekspozycji nurka na ekstremalne siły.
Rano ekipa ponownie podpłynęła na miejsce. Niestety pogoda była jeszcze gorsza i nie udało się zacumować do statku, by kontynuować cięcie (przez noc łańcuch nie pękł do końca tak jak szacowano). Szczęśliwie chwilę później, ta sama pogoda, jak oczekiwano, i ruchy dużej jednostki w połączeniu z silniejszą falą spowodowały, że w większości przecięty łańcuch ostatecznie pękł, uwalniając statek.
Pozostawione na dnie elementy – stare łańcuchy, porzucone sieci, zgubiony ładunek, wraki i inne odpady – stanowią realne niebezpieczeństwo dla współczesnej żeglugi.
Ten najnowszy alarm pokazuje jasno: sprzątanie dna Bałtyku to nie luksus, to konieczność, jeśli chcemy minimalizować ryzyko dla statków, ich załóg i ładunków. Tak niezależnie od wszystkich kwestii środowiskowych, bo to osobny temat-rzeka.
Bałtyk, choć płytki, jest pełen śladów ludzkiej działalności – i bez aktywnych działań oczyszczających z naszej strony, nadal będą zagrożeniem.
...media w trakcie budowy, działa FB
Formularz kontaktowy
Fundacja Historia Vita
Osiedle Akademickie 6/22,
31-866 Kraków
NIP 6751487193
KRS 0000452311
Oddział Trójmiasto (Gdańsk)